Pomiń menu

Co łączy arbuza, muzykę i imigrantów? Innowatorzy z Inkubatora pomysłów, którzy w niekonwencjonalny sposób postanowili pomagać osobom, z różnych względów wykluczanym ze społeczności.

Małżeństwo artystów: filmowiec Oskar Martin i jego żona, tancerka, Aurora Lubos byli bardzo poruszeni sytuacją uchodźców z Syrii. – Drażniło nas i irytowało, że codziennie topiło się po kilkanaście osób przybywających z tego kraju, a nasze media praktycznie o tym nie informowały. O tych tragediach dowiadywaliśmy się z zagranicznych przekazów – mówi Oskar Martin i dodaje: – W tym czasie od dwunastu lat mieszkaliśmy na wsi pod Gdańskiem i chcieliśmy zaprosić uchodźców do naszego domu, ale z wiadomych przyczyn nie mogliśmy tego zrobić. Czuliśmy się bezsilni i postanowiliśmy wyjechać.

Za cel swojej podróży małżeństwo obrało południowy region Włoch, Kalabrię. Tam zatrzymali się w niewielkim miasteczku Riace, gdzie 60 procent ludności stanowili przybysze z Afryki i Azji.

Nim tam jednak dotarli, podróżowali po świecie, a żona pana Oskara występowała na różnych scenach. Jeszcze w Polsce, przed każdym ze spektakli, przygotowywała zbiórkę na przybory artystyczne, np. kredki czy farbki. We włoskim Riace posłużyły podczas warsztatów dla najmłodszych mieszkańców obozu dla uchodźców.
Później wszystko potoczyło się już lawinowo.

Mężczyzna wyjechał na pół roku do Kalabrii i zatrzymał się w tymczasowym mieszkaniu w jednym z opuszczonych budynków. Tam odwiedzali go artyści z różnych krajów. – Przyjeżdżali z Polski, Ukrainy, Niemiec, czy Anglii. Oni nagrywali muzykę, a zamieszkujący obóz dla uchodźców młodzi mężczyźni najczęściej rapowali swoje teksty do przygotowanego podkładu. Ja kręciłem wideo – zdradza kulisy pan Oskar.

W trakcie projektu okazało się, że młodzi mężczyźni, którzy zaangażowali się we współpracę z panem Oskarem i artystami, stają się nieformalnymi liderami w swoich społecznościach. – Jako nowi „przywódcy” mogli dawać innym dobry przykład. Było to bardzo pomocne podczas przekazywania im wartości, według których funkcjonują Europejczycy. Bo trzeba pamiętać, że imigranci, o których mówimy, funkcjonowali dotychczas w zupełnie innej kulturze. Ta europejska była dla nich obca, więc czuli się tu wykluczeni.

Długie rozmowy o tym, co dzieli, a co łączy mieszkańców różnych kręgów kulturowych okazały się świetnym elementem edukacyjnym i włączającym. – To był naturalny i łagodny proces, który pozwalał tym ludziom zaadaptować się do nowych warunków. Działał znacznie lepiej, niż systemowe programy integrujące – wyjaśnia nasz rozmówca.

Pomimo tego, że pan Oskar i pani Aurora działali na rzecz osób wykluczonych już wcześniej, postanowili jednak skorzystać ze wsparcia, oferowanego przez Inkubator pomysłów.

 

– Przez pandemię nie mogliśmy nigdzie wyjechać, a wcześniej dzięki zbiórce udało nam się zakupić busa. W naszym kraju nie ma co prawda imigrantów z Afryki, ale nadal są osoby z problemem uchodźczym – głównie z dawnego bloku ZSRR. I to między innymi ich chcielibyśmy wesprzeć – wyjaśnia Oskar Martin. – To, co robiliśmy we Włoszech było spontanicznym i prywatnym, rodzinnym przedsięwzięciem. Teraz nadaliśmy temu konkretną formę.

Pan Oskar założył stowarzyszenie. A później włączył się w Inkubator pomysłów. – To wyznaczyło nam pewne schematy, według których musimy działać. Nasz pomysł wpisuje się bardzo dobrze w ramy tego projektu. Myślę, że duży wpływ na taką adaptację miało to, że nasze wcześniejsze działania pozwoliły nam poznać potrzeby i wymagania osób, do których chcemy skierować naszą ofertę.

Innowator uśmiecha się mówiąc, że „głównym” atutem tego pomysłu jest… zakupiony wcześniej samochód. – To dzięki niemu możemy dojechać wszędzie i „zawieźć” rozwiązanie tym osobom, które nie mogą go w swojej trudnej sytuacji odnaleźć.

W rzeczywistości jednak, innowacja opiera się na wykorzystaniu pozycji autorytetu. – Naszym celem jest poprowadzenie warsztatów muzycznych, ale ważniejsze będzie to, że te warsztaty będzie prowadzić artysta, muzyk, który jest idolem dla polskiej młodzieży – mówi Oskar Martin.

Pomysłodawca innowacji zdradził, że na udział w projekcie zgodzili się m.in. Justyna Święs z zespołu The Dumplings, Michał Chęć z grupy Łąki Łan i Robert Piernikowski – raper z duetu Syny.

– Naszym planem jest, żeby wśród polskiej młodzieży rozniosła się wieść, że ich ulubiony wykonawca prowadzi warsztaty z tymi osobami, z którymi oni wcześniej nie chcieli mieć nic wspólnego. Liczymy, że gdy młodzi ludzie usłyszą o takich działaniach, sami chętnie z nich skorzystają, integrując się przy okazji z wykluczanymi ze społeczności osobami – wyjaśnia swój pomysł Oskar Martin.

Utwory, które uczestnicy warsztatów stworzą w ramach innowacji, staną się ich własnością. – Będziemy starali się promować je własnymi kanałami – liczymy, że artyści zaproszeni do współpracy również pomogą nam w promocji. No i sami uczestnicy z pewnością będą chcieli pochwalić się takim spotkaniem oraz tym, co dzięki niemu udało się wypracować.

Skąd jednak w tym wszystkim „Arbuz mobilny, uniwersalny”? Na pytanie, dlaczego innowacja otrzymała tę niekonwencjonalną, bądź co bądź, nazwę, nasz rozmówca przytacza krótką anegdotkę:

– W końcu przyszedł czas, by nazwać nasz pomysł. Moja żona zapytała, czy coś ciekawego chodzi mi po głowie. Odpowiedziałem, że byle nie żaden Art-bus. No i wtedy nas olśniło. Art-bus może i nie, ale Arbuz brzmi przecież całkiem nieźle. No i zostaliśmy przy tym Arbuzie.

***

Projekt „Innowacje na ludzką miarę. Wsparcie w rozwoju mikroinnowacji w obszarze włączenia społecznego” jest współfinansowany ze środków unijnych, a na rozwijanie i upowszechnianie innowacji społecznych przez okres trwania projektu (lata 2020-2023), Gdynia pozyskała ponad milion złotych z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.